poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rozdział Pierwszy. Pozwólmy ponieść się emocjom, to dzięki nim żyjemy.


( Przy tym pisałam rozdział i jak dla mnie bez tego on nie ma sensu. http://www.youtube.com/watch?v=w_LOOKssMpA )

Z moich oczu ciurkiem spływały łzy. Dlaczego?  To proste, a jednak tak boli. Może jednak zacznę od początku.
Mam na imię Sophie, Sophie Blunt. Mieszkam z ojcem na jednej z dzielnic Londynu. Mama zmarła na raka trzy lata temu i wtedy całe Moje dotychczasowe życie legło w gruzach. Starałam się jakoś Sobie radzić, w czym dzielnie pomagał Mi Harry, ale zachowanie taty to była teraz zupełnie inna bajka. Zaczął pić i powoli popadał w alkoholizm. Trunek, jak twierdził, pomagał mu przetrwać. Rzucił pracę w biurze i zatrudnił się jako ochroniarz. Kiedy był zły wyładowywał wszystkie Swoje emocje i całą frustracje na mnie. Ja pracowałam w barze. Byłam barmanką przy nocnych zmianach. Nie dostawałam zbyt wiele, ale na życie mi wystarczało.
Wracając do dnia dzisiejszego było to tak:
Siedziałam przy kuchennym stole jedząc zapiekankę i czytając jakąś starą, aczkolwiek całkiem ciekawą książkę detektywistyczną. Lekturę przerwało mi trzaśnięcie drzwi. Wzniosłam nieznacznie głowe i zobaczyła chwiejnie przybliżającą się sylwetkę ojca.
- Zwolnili mnie z pracy.
Wydukał z niemałym problemem i usiadł na stojącym niedaleko mnie krześle. Postanowiłam nie odpowiadać. Wiedziałam, że prędzej czy później to nastąpi. W końcu kto trzymałby na stanowisku takiego nieudacznika?
Nienawidziłam Go z całego serca i byłam przy Nim tylko dlatego, że nie potrafiłam się zbuntować.
Dokończyłam zapiekankę i zbierając po drodze książkę skierowałam się do Swojego pokoju.
- Czemu nic nie mówisz? Czemu nie powiesz, że będzie dobrze?
Odwróciłam się na pięcie i spojrzałam na niego zaskoczona. Stał w progu i patrzył na mnie srogim wzrokiem.
- Co mam Ci powiedzieć? Że znajdziesz nową prace? Mam kłamać, żebyś się lepiej poczuł? Mam dość udawania, że wszystko jest idealnie i cudownie. Jesteś nikim, nienawidzę tego kim się stałeś i dłużej tego nie wytrzymam.
Wbiegłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Wyjęłam spod łóżka obszerną walizkę i wrzuciłam do niej wszystkie potrzebne rzeczy. Otworzyłam okno i przerzuciłam torbę. Zeskoczyłam z parapetu i podniosłam walizkę. Rzuciłam się biegiem przez osiedla nie patrząc gdzie zmierzam. Byle jak najdalej stąd.
Kilka przecznic stąd czułam się bezpieczniej. Zmęczona usiadłam na krawężniku i ukryłam twarz w dłoniach pozwalając ponieść się emocjom. To koniec. Dosłownie. Koniec z ojcem i moim życiem. Nie mam gdzie się podziać. Nawet jeśli chciałaby wynająć dom to nie wystarczy mi na czynsz. Wzięłam głęboki wdech i otarłam policzki. Siedziałam tak jakiś czas, ale moje rozmyślania przerwały zimne krople uderzające w moje plecy i głowę.
- Och, serio?
Mruknęłam zdenerwowana i spojrzałam  w niebo, ale zamiast chmur zobaczyłam twarz loczka, a w Jego oczach czysty ból. Wiedział o co chodzi. Odłożył zakupy i bez słowa usiadł obok mnie po czym przytulił mnie mocno. Brakowało mi Go. Wtuliłam się w Niego i odetchnęłam z ulgą.  Z oczu wypłynęła mi kolejna porcja słonych łez. „Głupia” – pomyślałam i starałam się je zetrzeć nim dojrzy je Harry. Nienawidziłam okazywać nikomu swojej słabości, ale przecież to Harry. On wie o mnie wszystko. Złapał mnie za nadgarstki i sam otarł łzy, po czym pocałował mnie lekko w policzek.
- To co teraz będzie?
Niby takie proste pytanie, a jednak odpowiedzi jeszcze nie znałam. Chociaż może jednak nie. Cały czas krążyła mi po głowie. Śmierć. Jedyne wyjście z mojej sytuacji. Wyzwolenie. Rozwikłanie problemów. Wolność. Taaak, tego mi trzeba. Podniosłam się na nogi z cichym jękiem. Prze te kilka godzin wszystko zdołało mi zdrętwieć. Chłopak również wstał i dosłownie przeszywał mnie wzrokiem. Odwróciłam głowę i westchnęłam.
- Mam trochę oszczędności, pójdę do jakiegoś hotelu i jakoś sobie poradzę. Wszystko będzie dobrze.
Nienawidziłam Go okłamywać, a myśl, że to nasze ostatnie spotkanie boleśnie kłuła mnie w serce. Chciałam, musiałam chociaż jeszcze jeden raz zobaczyć Jego zielona tęczówki. Odwróciłam się w Jego stronę i spojrzałam Mu w oczy. Płakał. Cierpiał.
- Nie pozwolę Ci na to. Nie pozwolę Ci odejść. Razem prze to przejdziemy, ale nigdy dam Ci zginąć. Nie potrafiłbym bez Ciebie żyć. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, bez Ciebie moje życie nie ma sensu. Śmierć to nie wyjście.
Porwał mnie w swoje ramiona i wtulił głowę w ramie.
- Harry ja naprawdę chciałabym żeby wszystko się ułożyło, ale to nie takie proste. Nie mam już niczego.
- Masz mnie. Zamieszkasz ze mną i chłopakami. Wszystko będzie tak jak kiedyś. Już nigdy nie zostawię Cie samej.
- Możemy spróbować.
Zrobiłam krok w tył i uśmiechnęłam się lekko. Podniosłam walizkę, a Harry wziął torby z zakupami.
***
- Co to za wywłoka?
- Opanuj się Nancy. To moja przyjaciółka.
Styles zamknął za nami drzwi i pocałował czarnowłosą dziewczynę. Zabolało. Nie wiem dlaczego, ale widok Harrego z dziewczyną zaczął sprawiać mi przykrość. Odwróciłam wzrok i uśmiechnęłam się niepewnie do stojącego nieopodal Zayna.
- Cześć diabełku.
Odwzajemnił mój uśmiech i przytulił mnie delikatnie.
- Coś się stało?
Przesuwał swój wzrok z walizki na mój rozmazany makijaż i przyglądał się wszystkiemu niepewnie.
- Później wyjaśnię.
Zdjęłam buty i odwiesiłam kurtkę.
- Ona ma tu mieszkać?!?!?!?
Z kuchni dobiegł piskliwy krzyk owej Nancy którą miałam już wcześniej nieprzyjemność poznać.
- Wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł.
Zagryzłam wargę i skuliłam się jak zbity pies.
- Nie przejmuj się nią, to pusta suka. Nie wiemy co Harold w Niej widzi, ale mamy nadzieje, że szybko mu to minie, bo strasznie za Nim tęsknimy.
Louis podszedł do mnie od tyłu i cmoknął mnie w policzek.
- Czyli teraz będziesz u Nas mieszkać tak?
Chłopcy uśmiechnęli się łobuzersko.
- Poniekąd.
Odwzajemniłam uśmiech.
- To może nam wszystko wyjaśnisz?
Zayn wziął mnie na ręce i weszliśmy do salonu. Upuścił mnie na sofę, a kiedy wszyscy zajęli miejsca zaczęłam swoją „opowieść”. Kiedy z niemałym trudem skończyłam mówić Harry zgonił ze mnie nadpobudliwych debili, którzy zawzięcie chcieli mnie pocieszyć i pomógł mi wstać. Popatrzyłam na Niego niepewnie. Nie wiedziałam jak miałam się zachowywać kiedy jego ukochana zabijała mnie wzrokiem. Chłopak nic z tego sobie nie robiąc znów przytulił mnie z całej siły.
- Nie miałem pojęcia co się dzieje. Powinienem być przy Tobie od samego początku. Tak bardzo przepraszam.
- To nie Twoja wina.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Jesteście tacy słodcy, że mógłbym Was zjeść.
Niall przyłączył się do „Naszego przytulania”, a po nim Lou, Liam i Zayn.

****
Cześć : ) Nie wyszło takie smutne jak planowałam, ale to tylko dlatego, że mam za dobry humor XD 

wtorek, 22 maja 2012

Zmiany na blogu.

Cześć i czołem skarby.
ZAWIESZAM TEGO BLOGA, A RACZEJ ZNAJDUJĄCE SIĘ NA NIM OPOWIADANIE I BĘDĘ TU PISAĆ NOWE. NIE BĘDĘ OPISYWAĆ CHŁOPAKÓW TYLKO PRZEDSTAWIE WAM PO KRÓTCE GŁÓWNĄ BOHATERKĘ.


Sophie Blunt. Ponętna osiemnastolatka z burzą kruczoczarnych włosów. Bystre, niebieskie oczy uważnie oglądają świat. Czasem ludziom wydaje się, że Sophie nigdy w pełni nie dorosła. Żyje w swoim wyimaginowanym świecie. Ma kilka tatuaży, ale Jej ulubionym jest napis na karku "Forever Young".
Żyje w  Holmes Chapel w Londynie. Jej mama zmarła na raka. Mieszka teraz z ojcem alkoholikiem.

Ta historia nie będzie szczęśliwa. Nie zacznie się cudownie i skończy tragicznie.
Bez  Happy End'u. 

piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 3. Odejdź ode mnie szkaradna maszkaro!


Obudziłam się i ziewnęłam szeroko. Chciałam się przeciągnąć , ale coś mnie powstrzymało. Zdezorientowana przetarłam oczy i powoli je otworzyłam. Zerknęłam na ową przeszkodę i okazało się, że najzwyczajniej w świecie spałam na Niallu, a ten natomiast z całej siły obejmował mnie w pasie i słodko spał. Spróbowałam wyplątać się z Jego objęć, ale zawzięcie nie chciał puścić. Chcąc nie chcąc zaczęłam się wiercić, w czego efekcie oboje wylądowaliśmy na podłodze. Jedynym tego plusem było to, że wreszcie się obudził.
- Ałł.
Syknął cicho i otworzył oczy.
- Dzień dobry.
Uśmiechnęłam się do Niego łobuzersko i podniosłam się z ziemi. Weszłam do kuchni i zobaczyłam… no nie wiem w sumie co ja zobaczyłam. Było w każdym razie całe białe i kierowało się w moim kierunku.
- Odejdź ode mnie szkaradna maszkaro!
Porwałam patelnię i zaczęłam nią wymachiwać we wszystkie strony. Dopiero po minucie zrozumiałam, że ta „szkaradna maszkara” to Harry cały uwalony w mące. Odłożyłam patelnię i westchnęłam.
- No nareszcie.
Chłopak uśmiechnął się szeroko. Rozejrzałam się dookoła. Cała kuchnia była pokryta białym proszkiem.
- Co tu się…?
- Pieczemy ciasto bananowe!
Cała czwórka uśmiechnęła się dumnie. Wywróciłam oczami i wpakowałam się do łazienki. Siedziałam tam ponad godzinę starając się doprowadzić do porządku. Wyszłam z pomieszczenia ze szczotką w rękach, a przed oczami zawitała mi uśmiechnięta buzia Niallera. Cała w masie z ciasta. Chłopak złapał mnie za policzki i wycałował je, przez co teraz i Ja byłam cała w kremie.
- Zginiesz!
Zaczęłam go gonić i rzucać w niego czym popadnie. W końcu on wbiegł do czegoś co przypominało kanciapę. Stanęłam przed drzwiami i lekko się zawachałam. Miałam klaustrofobię. Cholernie bałam się takich małych pomieszczeń. Zamknęłam na chwilę oczy i wypuściłam powietrze z płuc, po czym weszłam do środka.
- Miłej zabawy!
Louis zatrzasnął za mną drzwi. Odwróciłam się gwałtownie i zaczęłam tłuc w nie pięściami, a Horan się do mnie przyłączył.
- Louis otwórz te cholerne drzwi!
-Wrócimy za dwie godziny, jedziemy na zakupy.
Zabrałam ręce i usiadłam pod drzwiami.  Tomlinson tego pożałuje. Jak śmiał mnie tu zamknąć wiedząc, że mogę umrzeć na zawał? No dobra, może trochę przesadziłam.
- Jesteś na mnie zła, no wiesz, za to ciasto?
Niall przysiadł obok mnie. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.
- Tak, jestem zła.
- Oj no nie złość się, przepraszam.
Dźgnął mnie lekko w brzuch.
- No spójrz wreszcie na mnie.
Pokręciłam głową.
- Dlaczego?
- Bo boję się, że jak podniosę wzrok, to ściany się skurczą i nas zmiażdżą.
Chłopak westchnął i złapał mnie za brodę. Uniósł moją głowę w górę.
- Widzisz, nic się nie dzieje.
Popatrzył mi w oczy i widząc  moją zrozpaczoną minę, zamilkł i przytulił mnie, a ja wtuliłam się w Niego.
- Skoro tak bardzo się boisz, to wydostanę Nas stąd. Super Niall wkracza do akcji! Tylko poczekaj, zapalę światło.
Popatrzyłam na Niego z pod byka.
- Tu jest światło, a ty mi dopiero o tym mówisz?
Horan wzruszył ramionami i zaczął zawzięcie czegoś szukać.
Wydostanie Nas stąd zajęło Mu ponad godzinę i chłopcy zdążyli wrócić. Złapałam kij bejsbolowy z zamiarem uszkodzenia nim Louisa.
- Nie przesadzasz troszeczkę?
- Nie, zapłaci mi… DOBRY BOŻE, CO WY ZROBILIŚCIE TEJ DZIEWCZYNIE?
Obok Zayna stała średniego wzrostu dziewczyna, z długimi, ciemnoblond kręconymi włosami, które teraz były całe ulepione skorupkami od jajek, mąką, piórkami i innymi niezidentyfikowanymi rzeczami.
- No bo widzisz, chcieliśmy komuś zrobić żart i padło na Nią.
- Bardzo zabawny ten żart, no nie pogada. A jakbyście Jej coś zrobili?
- Nic mi nie jest, nic się nie stało.
- No widzisz! 
- A’propo, po co Ci ten kij?
- Kij? A ten.. żeby zabić Louisa, ale to potem.
Zerknęłam na dziewczynę.
- Jestem Sophi.
Uśmiechnęłam się do Niej.
- Nelly, miło mi.
- Bandę tych pięciu idiotów pewnie rozpoznajesz.
- Ej, przecież uratowałem Ci życie. Nie jestem idiotą.
- Wybacz Niall, to z przyzwyczajenia.
Posłałam mu łobuzerski uśmieszek.
- Chodź ze mną, dam Ci jakieś suche ubrania i ogarniesz się trochę.
- Nie trzeba, mieszkam niedaleko. Niedawno się przeprowadziłam.
- No okej, ale przecież nie puszczę Cię w takim stanie do domu!
Zaśmiałam się i obie ruszyłyśmy na górę. Wyjęłam z szafy bokserkę, sweter i rurki.
- Powinno pasować, tam jest łazienka. Ja zaczekam na dole.
Ponownie posłałam Jej uśmiech i wyszłam z pokoju. Zjechałam po poręczy na dół i od razu wpadłam w objęcia Tomlinsona.
- Wybacz mi o pani, to moje przewinienie.
- No dobra, dobra.
Wywróciłam oczami. Nie potrafiłam się na Niego długo gniewać.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i zaczął mnie całować w policzki.
- Louis opanuj się!
Zaczęłam mu się wyrywać, a On zaczął mnie łaskotać i oboje wylądowaliśmy na ziemi. Po chwili dołączyli do nas chłopcy.
- Dobra, koniec! Duszę się!
Leżałam na samym dole i ich ciężar zaczął mnie przytłaczać. Wszyscy po kolei zleźli ze mnie i leżeliśmy tak na ziemi, dopóki na dół nie zeszła Nely. Harry pociągnął Ją za nogę i leżała teraz obok mnie.
- Przyzwyczaj się!
Zaśmiałam się i podniosłam się z podłogi.
- Kto jest głodny?!
- Ja!
Chłopaki prawie natychmiast stanęli przede mną w pozycji pionowej, tylko Louis pomógł wstać naszej nowej koleżance.
Ruszyliśmy do kuchni.
- A gdzie zakupy?
Odwróciłam, się, ale ich gdzieś wywiało. Wyjrzałam przez okno. Cała piątka pchała się do samochodu i wyrywali sobie torby.
- Oni tak zawsze?
Nely stała za mną z szerokim uśmiechem.
- Jak najbardziej.  

***

Cześć i czołem :D Długo nie było nowego rozdziału, a ten wydaje mi się jakiś krótki -.- No ogólnie jakoś mi się nic nie che. Jeszcze teraz chora jestem, więc szkoda gadać. No mniejsza o to. Nowy rozdział nie mam pojęcia kiedy będzie XD Miłego dnia :) 

czwartek, 22 marca 2012

Rozdział 2.


To był koniec tej edycji X-Factora. Chłopcy zajęli trzecie miejsce, mimo to nie stracili humoru. Już następnego dnia podpisali kontrakt z syco music. Ich życie zmieniło się diametralnie co po części wpłynęło też na moje życie. Ani chłopcy, ani ja nie mieliśmy czasu. Oni przygotowywali materiał na płytę, a ja chodziłam do szkoły. Zbliżał się koniec roku szkolnego i rodzice nie wypuszczali mnie z domu. Jedynym pocieszeniem było to, że w wakacje będę mieszkać z chłopakami w ich nowym apartamencie. Są już tam od dwóch miesięcy, a ja nadal nie miałam okazji go obejrzeć.
***
- Suzi! Złaź na dół! Spóźnisz się na ostatni dzień szkoły! To twój wielki dzień, w końcu tylko raz kończy się liceum.
Mama weszła do mojego pokoju i mocno mnie przytuliła.
- Mamoo, no proszę.
Wywróciłam oczami i wyswobodziłam się z jej objęć. Poprawiłam włosy i zeszłam na dół.
- Gratuuuuuuuuuuuuuuuuuuuulacje!
Harry rzucił się na mnie i przytulił mnie z całej siły, a na nim po kolei wylądował Niall, Lou, Liam i Zayn.
- Spokojnie chłopcy, udusicie ją.
Moja rodzicielka jak zwykle miała zdrowy rozsądek i zepchnęła ze mnie chłopaków. Z jej pomocą wstałam z ziemi i przytuliłam wszystkich na powitanie.
- Będziemy tu na ciebie czekać!
- Spakujemy Cie!
- Zabierzemy Cię ze sobą do nas!
- Będziemy mieszkać razem przez całe wakacje!
Wszyscy przekrzykiwali się nawzajem. Uśmiechnęłam się do nich szeroko i pędem wyszłam z budynku, bo miałam już tylko chwilę. Biegnąc do szkoły potknęłam się o własne nogi i wylądowałam na ziemi. Fuknęłam pod nosem i podparłam głowę o rękach. Obrażona na cały świat siedziałam tak niecałą minutę, dopóki z pomocą nie podszedł mi Henry – przystojny brunet z mojej klasy.
- Dzięki.
Uśmiechnęłam się do niego lekko i podniosłam się.
- Cześć. Chodźmy już.
Weszliśmy do szkoły i wbiegliśmy na halę, gdzie były rozdawane świadectwa. Narzuciliśmy na siebie nasze żółte szaty.
Gdy wszyscy już otrzymali swoje świadectwa rzuciliśmy w górę nasze nakrycia głowy i wybuchliśmy radosnym śmiechem. Potem zaczęło się żegnanie i płacze.
- Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się zobaczymy.
Henry uśmiechnął się do mnie uroczo i mocno mnie przytulił, a ja odwzajemniłam uścisk.
- Ja też. Będzie mi was wszystkich brakować.
Staliśmy tak jeszcze przez chwilę, poczym razem ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Nic nie mówiliśmy, po prostu szliśmy, a że droga nie była długa, szybko przyszła pora, na to prawdziwe pożegnanie. Odwróciłam się w jego kierunku i zobaczyłam jego twarz dokładnie przed moją. Prawdopodobnie doszło by do pocałunku, ale podlecieli do nas Harry i Niall. Wepchnęli się pomiędzy mnie, a Henry’ego i mocno mnie przytulili. Zdawało mi się, że zauważyłam, że Niall pokazał mu język. Pokręciłam z dezaprobatą głową i pomachałam koledze na pożegnanie. Nic innego nie byłam wstanie zrobić, bo chłopcy mnie przyduszali.
- No to do zobaczenia!
Uśmiechnął się do mnie smutno i poszedł do swojego domu. Chłopcy wreszcie mnie puścili.
- Co to miało być? – zapytałam z brwią lekko uniesioną ku górze.
- No jak to co? Powitanie! – Horan popatrzył na mnie jak na przygłupa i wpakował mnie do samochodu nie dając nawet szansy na pożegnanie się z moją rodzicielką. Hazza wpakował moje walizki do bagażnika i wsiadł na miejsce kierowcy, ale Louis złapał go za kołnierz i przegonił go na miejsce pasażera, za co mu w duchu zaczęłam dziękować. Styles był badziewnym kierowcą. Dosłownie minutę później byliśmy na miejscu.
- Po co wam był samochód?
- A chciałoby Ci się iść taki kawał?
Westchnęłam głośno i wygramoliłam się na zewnątrz. Dom był ogromny. Podniosłam głowę w górę, aby mu się przyjrzeć, nim Boo Bear złapał mnie za rękę i weszliśmy do środka. Wewnątrz było cholernie brudno. Totalne pobojowisko.
- Co tu się…?
- No sprzątaczka dopiero przyszła.
- A kto jest sprzątaczką?
- Dzisiaj? Niall.
- Powodzenia.
Uśmiechnęłam się do blondyna i rozejrzałam się dookoła. Pomijając bałagan było tu całkiem przytulnie.
- To gdzie śpię?
- Zaprowadzę Cię.
Liam ruszył schodami w górę, a ja poszłam za nim ciągnąc walizki.
- Dżentelmen.
Mruknęłam pod nosem i z zaparciem ciągnęłam je na góre. Co oni mi tam napakowali? Całą szafę? Pokręciłam głową i weszłam do mojego pokoju. Od razu mnie zatkało.
- Podoba się?
- Czy się podoba? Chłopaki, to jest fantastyczne!
Wskoczyłam na Liama i zaczęłam go z całej siły przytulać. Pokój był po prostu nie do opisania. Nie licząc tego, że był urządzony bardzo nowocześnie, to na ścianach wisiało mnóstwo naszych zdjęć, o których istnieniu nawet nie wiedziałam.
- Cieszę się. Ogarnij się trochę, bo dzisiaj robimy imprezę.
Chłopak uśmiechnął się do mnie łobuzersko i zszedł na dół.
Zaczęłam wypakowywać swoje rzeczy do półek. Co do tego, że zabrali całą szafę, to się zbytnio nie pomyliłam. Były tu prawie wszystkie moje rzeczy, o niczym nie zapomnieli. Uśmiechnęłam się pod nosem. Kiedy wszystko rozpakowałam, weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam włosy i umalowałam się lekko. Ubrałam się w rurki i koszulkę z flagą Wielkiej Brytanii i zeszłam pomóc chłopakom. Niall wpierdzielał chipsy ukryty w koncie i był pewny, że nikt go nie widzi. Podeszłam do niego i wyrwałam mu paczkę, żeby uratować to, co jeszcze zostało.
- Oddawaj.
Chłopak zaczął za mną biec, ale po chwili potknął się o podwinięty dywan i wyrżnął orła. Zaczęłam się z niego śmiać, a gdy zaczął się podnosić, wleciałam do kuchni i zasłoniłam się Louisem, który właśnie przesypywał orzeszki do misek. Czerwony na twarzy Horan wszedł do kuchni donośnie tupiąc nogami. Spodziewałam się, że podejdzie do mnie i będzie chciał mi wyrwać opakowanie, ale zamiast tego podszedł do jednej z największych szafek, która była obwiązana sznurkiem. Z zaciętą miną rozciął sznurek, a szafka sama się otworzyła. Wypłynęła z niej masa paczek chipsów.
- Widzisz?
Niall popatrzył na mnie jak na przygłupa i zabrał trzymany przeze mnie prowiant. Z naburmuszoną miną wrócił do „swojego” konta. Westchnęłam cicho. Zawsze się na mnie obraża, a przecież ja tylko chce dobrze. Ponownie westchnęłam i pomogłam Tomlinsonowi. Ten zamiast mi podziękować nadepnął mi na stope, a kiedy jęknęłam z bólu, chłopak wrzucił mi orzeszki do buzi. Najpierw się szeroko uśmiechnęłam, ale po chwili zaczęłam się krztusić, bo jeden z orzeszków wpadł mi nie tam, gdzie trzeba.
- Dzwońcie po karetkę, Ona umieeeeera!
Louis zaczął się drzeć na całe gardło i klepać mnie po plecach. Do kuchni w trybie natychmiastowym zlecieli się wszyscy chłopcy. W końcu, kiedy Zayn użył całej swojej siły i tak mocno przywalił mi w plecy, że mogłam się z Nim założyć, że będę tam mieć siniaka, udało mi się wykrztusić małego zbrodniarza.
- Żyjesz?
Harry podleciał do mnie i zaczął mną  potrząsać.
- Nii…ccc… mi… miiii….eee…. je..ss…t, prze..sta..ń!
Chłopak puścił mnie i uśmiechnął się uroczo, po czym przytulił mnie mocno.
- Myślałem, że już więcej nie zobaczę Cię żywej.
- Harry, to był tylko orzeszek.
- Zabójczy orzeszek.
- Ale jednak żyje.
- No ale mogłaś nie przeżyć, no nie?
Westchnęłam cicho.
- No niech Ci będzie, mogłam nie przeżyć.
- No właśnie, więc nigdy więcej nie tkniesz orzeszków.
Popatrzyłam na niego spod byka, ale skinęłam głową. I tak będę je wżerać, a on nic na to nie poradzi.
- Słuchajcie, skoro Natalka żyje, to może dokończymy sprzątanie, bo za godzinę zaczną się schodzić goście.
Zayn mruknął pod nosem wgapiając się w swoje miniaturowe lusterko.
- Już sprzątnięte jest. Pomóżcie nam z żarciem!
Lou zabrał się za zbieranie rozsypanych paczek i przerzucił je wszystkie do salonu. Liam naszykował napoje i szklanki, a Zayn udał się po coś mocniejszego. 
Niecałe półgodziny później w salonie zaczęło się robić coraz tłoczniej. Chłopcy nazapraszali mnóstwo ludzi, których widziałam pierwszy raz na oczy. Usiadłam przy barku i zrobiłam sobie drinka. Uśmiechnęłam się pod nosem widząc Harrego, który zawzięcie starał się poderwać jakąś blondynkę, ale chwilę potem siedział już obok mnie z tęgą miną. Owa blondynka miała wielkiego mena, który pogroził Stylesowi. Chciało mi się z niego śmiać, ale wiedziałam, że strzeliłby na mnie focha forever, więc tylko przygryzłam wargę i zaczęłam wyławiać wzrokiem z tłumu resztę chłopaków.
Louis tańczył z Zaynem przytulańca, Liam wziął w obroty szczotkę, a Niall się gdzieś zapodział.
- Buuu!
Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam przed sobą twarz blondyna. Uśmiechnęłam się do niego szeroko, a on odwzajemnił uśmiech.
- Tańczymy?
- Jasne.
Odstawiłam szklankę i ruszyłam za chłopakiem na środek parkietu. Mimo, że piosenka była wolna, my tańczyliśmy dosłownie jak jakieś małpy, przy okazji zdeptując kilka osób. Przetańczyliśmy tak kilka piosenek, aż w końcu mądrzejsze osoby pozostawiły nam środek parkietu i cofnęły się trochę dalej. Dla własnego bezpieczeństwa.
- Nogi mnie bolą, idę usiąść.
- O nie!
Horan złapał mnie za biodra i z zadziwiającą łatwością podniósł w górę. Teraz siedziałam mu na barkach.
- Myślisz, że długo tak wytrzymasz?
Uśmiechnęłam się łobuzersko i zaczęłam się strasznie wiercić. Niall skrzywił się lekko i popędził w kierunku sofy. Przewrócił się na nią, a ja zamiast wylądować obok niego, zleciałam na ziemię. Oboje zaczęliśmy się zwijać ze śmiechu. Chłopak pomógł mi wstać i siedzieliśmy teraz na podłodze śmiejąc się z byle czego. Co prawda niedługo tak wytrwaliśmy, bo Louis porwał Horana do tańca. Do mnie przysiadł się Harry, który nadal miał naburmuszoną minę.
- Nikt mnie nie kocha.
Mruknął pod nosem i objął rękami kolana. Wywróciłam oczami i westchnęłam cicho. Podsunęłam się bliżej do przyjaciela, po czym mocno go przytuliłam.
- Ja Cie kocham i jestem pewna, że Louis i reszta nie potrafili by bez Ciebie żyć.
- Wiem, ale chciałem się do kogoś przytulić.
Styles uśmiechnął się do mnie najszerzej jak potrafił i cpyknął mnie w nos.
- Jak śmiałeś?
Zrobiłam oburzoną minę i odsunęłam się od niego.
- Oj no nie złość się. Powinnaś czuć się zaszczycona, że mogłaś przytulić taką gwiazdę jak Ja.
Uśmiechnął się złośliwie.
- Wolę tulić Nialla, a ty jesteś cham.
Pokazałam mu język i podniosłam się z podłogi. Ruszyłam na parkiet pozostawiając go samego.
***
Cześć. Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale na dworze była cudowna pogoda i nie miałam czasu dodać nowego rozdziału.
Jeśli chcecie trzeci rozdział, to musi się pojawić przynajmniej 6 komentarzy. Wiem, że to dziecinne, ale ja się męczę kilka, a nawet kilkanaście godzin nad nowym rozdziałem, a wam szkoda minutki na dodanie komentarza. To przykre.
No nic, życzę miłego popołudnia.

czwartek, 8 marca 2012

Rozdział 1. Co wy macie z tymi boys’ami? Nie możecie się nazwać na przykład… no nie wiem… One Direction?


- Wychodzę! – krzyknęłam głośno i trzasnęłam drzwiami.
Wyszłam na chłodne, jesienne powietrze i skierowałam się w kierunku domu Harrego. Niebo przykrywały srebrzystoszare chmury z których spadało coraz więcej ogromnych kropelek. Przyśpieszyłam z deka i już po chwili byłam pod drzwiami domu chłopaka. Zapukałam lekko i otworzyła mi Pani Styles.
- Jest..?
- Jest, leży na kanapie w salonie.
Kobieta uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i wróciła do kuchni, gdzie prawdopodobnie przygotowywała obiad, bo w całym budynku przepysznie pachniało. Zdjęłam kurtkę i poszłam do Hazzy. Wlazłam mu na nogi, bo zajął całą kanapę i cmoknęłam go na przywitanie w policzek, ale on nawet nie zareagował. Wpatrywał się w ekran jak zaczarowany. Ściągnęłam brwi i usiadłam na fotelu również spoglądając na telewizor. Harry oglądał jakieś stare odcinki X-Factrora. Nie odezwał się do mnie dopóki owy program się nie skończył.
- Mam szansę?
- Hmmm…? – zapytałam lekko zdezorientowana.
- No wiesz… - zaczął lekko skrępowany. Hazza skrępowany? To dopiero coś. – No bo dziś jest casting do angielskiej wersji i ja miałbym szanse?
Przyjrzałam mu się niepewnie, aby sprawdzić  czy nie  żartuje, ale wyglądał na w pełni poważnego. Podniosłam się z siedzenia i klapnęłam obok niego.
- Oczywiście, że masz loczku!
Uśmiechnęłam się do niego szeroko, a on odwzajemnił uśmiech.
- Zaczekaj tu na mnie, idę się ogarnąć i pójdziesz ze mną!
Dopiero teraz, kiedy wspomniał o ubraniu, zauważyłam, że miał na sobie tylko bokserki. Ten widok był  w tym domu tak pospolity, że ludzie przestali zwracać na to swoją uwagę. Skinęłam głową, a Styles poleciał na górę niczym petarda. Czekając na niego bawiłam się swoimi palcami wyłamując je. Kiedy Harry zlazł na dół, złapał mnie za ręce.
- Wiesz, że nie lubię tego dźwięku. – spojrzał na mnie z pod byka, ale już po chwili się rozpromienił.
- To idziemy? – wstałam z kanapy i ruszyłam za chłopakiem do przedpokoju.
- Może zanim wyjdziecie, zjedlibyście obiad? – mama Harrego wyszła z kuchni. Hazza pokręcił głową.
- W razie czego zjemy po drodze, przepraszam mamo, ale śpieszymy się!
Harold podleciał do swojej mamy i pocałował ją w policzek. Razem wyszliśmy i zaczęliśmy brnąć prze kałuże w kierunku pobliskiego studia. Towarzyszący mi chłopak robił się coraz bardziej nerwowy.
- Harry uspokój się! Przecież dobrze wiesz, że sobie poradzisz.
Przytuliłam go z całej siły. Zawsze mogłam na nim polegać i za wszelką cenę chciałam mu się odwdzięczyć.   Hazza uśmiechnął się do mnie i lekko się uspokoił. Kiedy byliśmy na miejscu zapisał się na listę. Na jego występ musieliśmy czekać ponad dwie godziny. W końcu jednak dostał mikrofon i wszedł na scenę. Kibicowałam mu zza sceny.  Na jego widok dziewczyny zaczęły piszczeć. Zresztą czemu ja się dziwię. Żadna dziewczyna nie potrafi oprzeć się tym loczkom i dołeczkom.
Po krótkim przedstawieniu zaśpiewał „Isn’t she lovely”  i jak zawsze wyszło mu znakomicie. Publiczność wstała z miejsc, a on uśmiechnął się do nich szeroko. Dostał dwa głosy na tak i jeden na nie ze względu na jego wiek. Dziwne, w końcu miał już te swoje 18 lat. Mimo to przeszedł i kiedy wszedł za kulisy rzuciłam się na niego z szczęśliwym piskiem. Zaczęliśmy skakać i kręcić się w kółko jak małe dzieci.
***
Przez całe trzy dni szaleliśmy z Harrym i przygotowywaliśmy go do drugiego etapu, tak, aby wyszedł jak najlepiej. Znów kibicowałam mu zza kulis i trzymałam za niego kciuki, gdy został wywołany. Chodziłam z miejsca na miejsce czekając aż wreszcie wyjdzie z pomieszczenia. Razem z nim zostało wywołanych jeszcze czterech chłopców i cztery dziewczyny. Wszyscy świetnie śpiewali, dlatego lekko się o niego obawiałam. Jakieś pięć minut później Harold wyszedł, a w oczach miał łzy mimo to na jego twarzy widniał ogromny uśmiech.
- I jak? – zapytałam lekko niepewna. Nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać.
- No wiesz… dostałem się, ale jestem w zespole! – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Rzucił się na mnie, więc w wyniku jego nagłego posunięcia runęliśmy z hukiem na ziemie. Oczywiście ja leżałam pod nim. Zwaliłam go z siebie i zaczęłam się śmiać. Ludzie patrzyli na nas jak na jakichś niedorozwiniętych. Po chwili chcąc mi pomóc, pewien przystojny blondyn podał mi rękę. Chwyciłam ją i podniosłam się z ziemi.
- Dziękuje – uśmiechnęłam się do niego i pomogłam Hazzie wstać. – To jak z tym zespołem?
- No właśnie na niego patrzysz.
- Odwróciłam głowę i zobaczyłam tych czterech chłopaków, z którymi szedł Harry.
- Cześć – uśmiechnęłam się do nich. – Jestem Sophie.
- Ja Niall, to Louis, Liam i Zayn. – uścisnęłam ich dłonie na powitanie.
- Musimy wszystko uzgodnić, więc może chodźmy do mojego domu? Mieszkam niedaleko. – Styles wysunął swą jakże ciekawą propozycję.
Wszyscy razem ruszyliśmy w kierunku jego domu przemakając do suchej nitki. Kochałam Londyn, ale czasem ta pogoda mnie dołowała.
- Cześć mamoooo! – ryknął Harry, gdy weszliśmy do domu. – Mam dlaa ciebieeee niespoooooodzianke!
- O co chodzi? – zapytała kobieta wychodząc z kuchni.
Zastanawiałam się jak ona może tyle gotować, a potem to zjadać i w ogóle nie tyć.
- Dostałem się! I to nie sam, tylko w zespole! – uśmiechnął się tak szeroko, że miał uśmiech dosłownie od ucha do ucha.
Pani Styles podeszła do Harrego i mocno go przytuliła, a chłopak lekko się zarumienił.
- Mamooo, puść mnie.
Kobieta uśmiechnęła się do niego i nic już nie mówiąc wróciła do swojego poprzedniego zajęcia.
- Mam nadzieje loczku, że ogarnąłeś trochę pokój, bo właśnie do niego zmierzamy. – uśmiechnęłam się do niego łobuzersko i zaczęłam wbiegać na górę, ale Harry złapał mnie za nogę, przez co zaryłam głową o schody.
- Czy to ma znaczyć, że masz bałagan? – zapytałam rozcierając czoło.
- Nie, ale lubię Ci dokuczać. – posłał mi złośliwy, wręcz prowokacyjny uśmieszek.
Zaczęłam go łaskotać, sam się prosił. Sturlaliśmy się ze schodów śmiejąc się głośno. Chłopcy patrzyli na nas z lekko przygłupimi minami, a po chwili również wybuchli śmiechem. Podnieśliśmy się z podłogi  i już w spokoju weszliśmy do pokoju. Wszyscy zajęli wszystkie wygodne miejsca, więc po prostu usiadłam na nogach Harrego. Nie protestował, tylko co jakiś czas wbijał mi palec w brzuch, a ja oddawał mu łokciem.
- No to może zacznijmy od nazwy.. – zaproponował Lou.
- British Boys?
- Best Boys?
- Fantastic Boys?
- Cute Boys?
- Funny Boys?
- Co wy macie z tymi boys’ami? Nie możecie się nazwać na przykład… no nie wiem… One Direction? – palnęłam pierwszą lepszą nazwę, a chłopcy uśmiechnęli się szeroko.
- Genialne! Mi pasuje.
- Nam też!
Chłopcy przybili piątkę i rzucili się na siebie przy okazji zwalając mnie na podłogę. Nie wiem dla czego, ale już zaczęłam ich lubić. Pasowali do siebie jak ulał. 

****
Cześć :D Jednak dodałam pierwszy rozdział jeszcze dziś. Oczywiście nie jestem z niego zadowolona, ale to dopiero pierwszy rozdział. Wiadomo, że nie da się w nim zbytnio rozkręcić akcji, mimo to mam nadzieje, że wyszedł jako-tako. Nie jest też zbyt długi, ale coś mi weny brak, a to co miałam na kartkach mi się nie spodobało i zaczęłam wszystko od nowa.No cóż... zapraszam do komentowania. Nowa notka powinna się pojawić około soboty, lub niedzieli. 

Bohaterowie.


Sophia "Sophi" Blunt
17-letnia nierozgarnięta dziewczyna. 
Ma fioła na punkcie swoich rudo-czerwonych włosów. 
Zna Harrego "od pieluchy" i nie wyobraża sobie życia bez niego.


Harry "Hazza" Styles
18-letni wesoły chłopak.
Uwielbia zaczepiać dziewczyny.
Jego najlepszą przyjaciółką jest Sophi.
Ma niewyobrażalny talent muzyczny i często z niego korzysta.


Niall "Nialler" Horan
19-letni chłopak. 
Świetnie śpiewa i gra na gitarze.
Uwielbia jeść, a mimo to jest szczupły. 
Dla przyjaciół zrobił by wszystko.



Louis "Lou" Tomlinson
20-letni, wiecznie zadowolony chłopak.
Jeden z najlepszych przyjaciół Harrego. 
Odkąd rodzice powiedzieli mu, że umie śpiewać,
zamieszczał na YT swoje covery.


Liam Payne
19-letni chłopak.
Spokojny i rozgarnięty. 
Uwielbia spotykać się ze swoimi przyjaciółmi.


Zayn Malik.
19-letni chłopak.
Ma szalone pomysły, które zawsze wprowadza w życie.
Nie wyobraża sobie życia bez 1D.

***
Na razie tylko tyle. Pierwszy rozdział pojawi się tak jakoś niedługo. 
Muszę jeszcze ogarnąć wygląd bloga itd.